Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pamiętnik Ariany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pamiętnik Ariany. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 stycznia 2014

– 17 –

Byłam sama w pokoju. Ciocia Ami pozwoliła mi się przenieść do domu. Yu  i No przymusowo spały razem, bo w pokoiku Ayumi spała Chibiusa. Ja z kolei tradycyjnie nie mogłam usnąć. Siedziałam wpatrzona w księżyc. Obok mnie spały razem Sole i Diana. Bardzo się ze sobą zaprzyjaźniły. Nagle promień księżyca padł na coś błyszczącego. Pozytywka. Notatnik wręcz zachęcał do przeczytania jego zawartości. Zapaliłam lampkę i otworzyłam go.

Zanim mnie pokochałeś...

Minako
Tamten poranek nie różnił się niczym od poprzednich. Jak zwykle poranna toaleta, śniadanie (płatki z mlekiem) i kawa. Później droga na plan filmowy. Kręciliśmy jakieś romansidło. Szczerze mówiąc, pomimo głównej roli, miałam ochotę rzucić scenariuszem i iść, gdzie mnie oczy poniosą. Zresztą tak właśnie zrobiłam. Co ze mnie była za aktorka? Śliczna buzia i nic więcej. Zero jakiejkolwiek radości i choćby cienia uśmiechu na twarzy. Pan Y. już o to zadbał. Wędrowałam bez sensu po mieście, nie zwracając najmniejszej uwagi na to gdzie jestem. Do mojej świadomości nie docierał żaden dźwięk... Z wyjątkiem jednego. Był to pisk hamulców. Spojrzałam nieprzytomnie dookoła i odkryłam, że jestem na środku ruchliwego skrzyżowania. Wkoło mnie sypały się wyzwiska, zresztą słuszne, a ja stałam tam jak wmurowana. Dopiero, kiedy ktoś wciągnął mnie na tylną kanapę samochodu oprzytomniałam.
- Co? Co sobie pan wyob... - nie dokończyłam. Wpatrywały się we mnie intensywnie niebieskie oczy. Chyba poczuł to samo co ja, bo odezwaliśmy się równocześnie:
- Jestem... Mam na imię... - żadne z nas nie dokończyło, za to wybuchnęliśmy niepowstrzymanym śmiechem.
Od tego momentu moje życie odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Znów spotykałam się z przyjaciółkami, znów robiłam głupoty i znów się śmiałam. Tak, znowu byłam dawna Minako. Można powiedzieć, że Bogini Miłości zrozumiała, że do pełni szczęścia potrzebna jest jej właśnie miłość.
Czasami Koichi pyta mnie co było przedtem.
- Zanim mnie pokochałeś? Nic, co by miało jakiekolwiek znaczenie. - odpowiadam, po czym jak zawsze następuje słodki pocałunek.

Spojrzałam na zaglądający przez okno księżyc. Z tego notatnika uczyłam się teorii miłości. Dzięki niemu umiem ubrać w słowa to, co czuję. Pozytywka tymczasem zmieniła swoją melodię...

Dokąd zmierza ta historia...

Usagi
Zawsze byłam ciekawa jak długo człowiek może się zbierać po porażce. Odpowiedź przyszła niespodziewanie... Spotkałam go przez przypadek. Nie w głowie mi były romanse. Nie chciałam się zakochać. Zamknęłam swoje serce na wszelkie tego typu uczucia. Po moich wcześniejszych doświadczeniach... Zaczęło się niewinnie. Kiedy przechodziliśmy obok siebie szturchnął mnie. Wypadła mi książka, którą trzymałam w ręce. Podniósł ją i oddał, patrząc prosto w moje oczy. Przerwałam to i odeszłam. Nie zauważyłam, że wypadła mi zakładka. Stała się ona pretekstem do kolejnego spotkania. I kolejnego, i kolejnych... Po jakimś czasie staliśmy się nierozłączni. Przyjaciele, ale w jego oczach widziałam, że chce czegoś więcej. Nie byłam na to gotowa. Powiedziałam mu to wprost i niepewnie czekałam na reakcję. Zaskoczyła mnie ona. Powiedział, że poczeka. Bo jego zdaniem warto na to poczekać. Czekał tak dwa lata skutecznie burząc mury, które wokół siebie wznosiłam. Zrozumiałam, co to jest miłość. Wiedziałam, że to, co czułam kiedyś do Mamoru było tylko czymś na kształt zauroczenia pomieszanego z fascynacją. Ja i Seyia byliśmy dla siebie wszystkim. Po ślubie w końcu oddał mi zakładkę, która mi wypadła podczas pierwszego spotkania.
- Dokąd zmierza ta historia? - przeczytałam.
- Jak to dokąd? Do szczęśliwego zakończenia, Króliczku.

Zamknęłam notatnik. Uśmiechnęłam się do siebie. Ja na pewno też znajdę taką miłość. Usłyszałam pukanie do drzwi i cichutki głos. Chibiusa. Schowałam notatnik pod łóżkiem. Kiedyś jej go pokażę, ale jeszcze nie teraz. Coś mi mówiło, że te kilka wpisów może teraz zniszczyć to i tak kruche zaufanie w stosunku do nas. Drzwi się otworzyły i weszła. Była zapłakana.
- Wiesz co? Tęsknię... - powiedziała i rozpłakała się. Jedyne co mogłam zrobić, to ja uścisnąć i pozwolić się wypłakać...


niedziela, 12 stycznia 2014

– 16 –

Siedziałyśmy naprzeciwko siebie. Patrzyłyśmy sobie w oczy. Tak podobne do siebie, a jednocześnie tak od siebie różne. Poprosiłam, żeby nikt nie wchodził. Wiedziałam, że rodzice są zaniepokojeni, a Yu i No zżera ciekawość. Od dwóch godzin żadna z nas nie wypowiedziała słowa. Ja wiedziałam o niej wszystko, ona o mnie w praktyce nic. W końcu przerwałam tą ciszę.
- Co właściwie tu robisz? - zapytałam Chibiusę.
- Właściwie sama nie wiem. Chciałam przenieść się do XX wieku, zobaczyć gdzie Usagi i Mamoru popełnili błąd, ale jakimś cudem trafiłam tutaj... -  nie wiedziała co powiedzieć.
- Prawdopodobnie wypowiedziałaś zaklęcie przeniesienia w czasie w tej samej chwili, kiedy Setsuna zapieczętowała drzwi. Skierowało cię wtedy w najbliższe bezpieczne miejsce. Tutaj. - starałam się jej wyjaśnić pewne zawiłości.
- Tak, jestem tutaj, ale nikt o mnie nic nie wie... - różowowłosa była na skraju łez. - To mnie bardzo zszokowało...
- Wszyscy wiedzą, że istniało kiedyś Kryształowe Tokio. Stary Pałac do tej pory stoi. Niestety, nie można do niego wchodzić. To, co powiem zszokuje cię jeszcze bardziej. Nie jestem córką Serenity i Endymiona.
- Jak to?! To kim są twoi rodzice?
- Ayame i Daiki. - powiedziałam cicho. Na razie nie używałam ich oficjalnych imion. - Mam również starszego brata Shina i młodszą siostrę Ayumi. - uśmiechnęłam się pocieszająco.
- A Serenity?
- Jej mężem jest Seyia Kou, mają córkę Nozomi.
- Dużo się zmieniło. Musisz mi to wszystko opowiedzieć - na policzkach Chibiusy wykwitły rumieńce. Ja z kolei nie wiedziałam od czego zacząć, żeby nie wprawić jej w większy szok. Już miałam zaczynać, kiedy oślepiło nas jasne światło. Wyjrzałam przez okno. Gdzieś w głębi duszy czułam, że on się jeszcze pojawi. Helios. Miałam nadzieję, że walka nie będzie konieczna. Myliłam się. Do pokoju wpadła Sole w pysku trzymając trójkolorową gwiazdę. Musiałam walczyć. Szybko się przemieniłam i ruszyłam na pole walki. Po chwili obok mnie stała Chibimoon.
- Helios? Co wy mu robicie? Przestańcie natychmiast! - Chibiusa rzuciła się w kierunku przeciwnika. W ostatniej chwili chwycila ją swym łańcuchem Minako.
- Chibimoon, nie utrudniaj... - powiedziała Wieczna Wojowniczka z Wenus odciągając ją. W tym czasie mama i ciocia Sere utworzyły pułapkę, w której został uwięziony Helios. Były dwa wyjścia - oczyszczenie albo unicestwienie. Zbliżyłam się do niego na tyle, żeby wiedzieć, co mam zrobić. Uniosłam do góry miecz i nakreśliłam gwiazdę.
- Księżycowe odbicie - krzyknęłam. Siła ataku odepchnęła mnie wprost na Hide.  Popatrzyłam w kierunku Heliosa. Rozpływał się w powietrzu. Ostatkiem sił wypowiedział słowa:
- Przepraszam za wszystko.
Po tym zniknął. Chibiusa wyswobodziła się z łańcucha i podbiegła do mnie.
- Dlaczego to zrobiłaś? Przecież bez niego Elision... - nie musiała nic więcej mówić. Wiedziałam wszystko.
- Chibiusa, on był naszym wrogiem. Tutaj nie był strażnikiem Elisionu. Nie był też tym Heliosem, którego kochasz. Kochamy - poprawiłam się. W tym samym momencie byłam z powrotem Arianą. Kolana zaczęły mi drżeć. Hide natychmiast wziął mnie na ręce. Chibimoon stała jak wmurowana, podczas gdy my ruszyliśmy w kierunku szpitala. Zanim zniknęła za rogiem krzyknęłam jej jeszcze:
- On istnieje. Opowiem ci o nim.



niedziela, 5 stycznia 2014

– 15 –

Zatkało mnie. Kiedy rozwiała się różowa mgła, wpatrywałam się z niedowierzaniem w przybyszkę. Chibiusa. Tylko co ona tu robi? Różowo włosa wersja mnie z przeszłości opuściła rękę z kluczykiem i z nie mniejszym zdziwieniem w oczach rozejrzała się dookoła. W pokoju byłam ja, Sole, Diana oraz Ayumi i Nozomi. Dwie ostatnie natychmiast wybiegły z pokoju jakby zobaczyły ducha, Diana z wrażenia spadła z łóżka, a Sole nieświadomie zmieniła się w człowieka i podbiegła do Chibiusy. Nagle wybuchnęłam śmiechem. Sytuacja była wprost komiczna: moja kopia stoi naprzeciwko mojego poprzedniego wcielenia i... warczy. Dosłownie. Postanowiłam jednak przerwać ten spektakl i zawołałam Sole. Jakby się ocknęła i zauważyła, że jest człowiekiem. W tym samym momencie Chibiusa odwróciła na chwilkę wzrok. Sole wróciła do psiej postaci, zabrała Dianę i wyszła. Spojrzałyśmy sobie w oczy, ale żadna z nas nie miała odwagi zabrać głosu. W końcu Chibiusa zapytała: Gdzie ja jestem? Nie zdążyłam odpowiedzieć. Przerwało mi nagłe otwarcie się drzwi i stwierdzenie Nozomi: To ona! Palcem wskazywała na moje poprzednie wcielenie. Za nią stali: mama, tata, ciocia Sere, wujek Seiya, ciocia Rei, Ayumi i wujek Kunzite. Chibiusa popatrzyła w kierunku drzwi, na jej twarzy pojawił się uśmiech i zanim zdążyłam zareagować, z okrzykiem: Mamo! pobiegła wprost do zdezorientowanej cioci Sere. No i się zaczęło. Ciocia Sere wyciągnęła ręce w obronnym geście, mama z tatą w tym samym czasie odciągali Ayumi i Nozomi, ciocia Rei razem z wujkiem Kunzite usiłowali chwycić nowo przybyłą i jednocześnie ją przesłuchać, a wujek Seyia z niedowierzaniem patrzył to na ciocię Sere, to na Chibiusę. Może nie byłoby w tym nic śmiesznego i nie wybuchnęłabym ponownie śmiechem, gdyby nie dwa czynniki. Po pierwsze – wszystko wydarzyło się w drzwiach, a po drugie... Sole postanowiła wrócić do mnie i kiedy przepchnęła się między plątaniną rąk, nóg i nie wiadomo czego jeszcze, ta misterna konstrukcja runęła na podłogę. Wybuch mojego śmiechu był nagły i nieopanowany. Otrzeźwił momentalnie wszystkich. Oczywiście po zlustrowaniu mnie wzrokiem, kilku cichych inwektywach skierowanych w różne strony oraz głośniejszym: Bardzo śmieszne..., udolnie lub mniej udolnie pozbierali się z podłoża. Tłumiąc śmiech i ignorując ciekawskie, znaczące lub wściekłe spojrzenia w moim kierunku kazałam wszystkim oprócz Chibiusy wyjść z pokoju. Ostatnia wychodziła mama. Poprosiłam ją, żeby poprosiła tu Setsunę i Hotaru.
Siedziała skołowana. Stwierdziłam, że nic nie powiem dopóki nie przyjdą zaproszone przeze mnie osoby. Pojawiły się po chwili i stanęły jak wryte. Po chwili Setsuna zapytała: Co tu robisz Mała Damo? Chibiusa jakby ocknęła się, spojrzała na dwie wojowniczki i za łzami w oczach zapytała: Gdzie ja jestem? Dlaczego nikt mnie nie poznaje? Setsuna podeszła do niej i zapytała: Dlaczego przeniosłaś się w przyszłość? Przecież wiesz, że to niedopuszczalne. Już kiedyś odczułaś tego konsekwencje... Mała Dama patrzyła z niedowierzaniem. Wiedziałam co się teraz dzieje w jej głowie – jakby nasze umysły łączyła jakaś niewidzialna nić. Wiedziałam, że chce przenieść się do Kryształowego Tokio oraz to, że wiedziała, że nie może tu zostać. Setsuna też to wyczuła, bo powiedziała: Mała Damo, obawiam się, że nie możesz na razie wrócić. Po ataku na Arianę oraz jej nieświadomej wizycie w Kryształowym Tokio, musiałam zablokować portal czasu. Nikt ani nic nie może się znaleźć w przestrzeni czasowej aż do czasu walki z Galaxią. Obawiam się, że jesteś tu uwięziona i nie mogę powiedzieć na jak długo...
Chibiusa spojrzała na mnie. Leżąca obok mnie Sole zaczęła szczerzyć kły i ostrzegawczo warczeć. Uspokajałam ją głaskaniem. Podeszła do mnie i zapytała: Kim jesteś? Spotkałyśmy się już kiedyś w przeszłości, bo mam wrażenie, że Cię skądś znam...

Odpowiedziałam: Nazywam się Ariana i nie musiałyśmy się spotykać. Jestem tobą...

_________________________________________________

No i znowu trochę tu pozmieniałam. Jest więcej muzyki, nowy szablon (stary mi się po prostu znudził) no i nowy post ;) Mam nadzieję, że się choć trochę spodoba, bo pisany był w nieziemskich męczarniach i na duuuuuuuuże raty. Mam również prośbę: napiszcie w komentarzach o kim ma być najbliższa jednorazówka na Księżycowych... bo mam za dużo koncepcji, a Wasze sugestie są tu najważniejsze.
Pozdrawiam zimowo (choć za oknem nie wygląda...) :)

czwartek, 26 grudnia 2013

– 14 –

Dni, które spędziłam w szpitalu dłużyły mi się niemiłosiernie. Rana według cioci Ami oraz wujka Kunzite (pałacowych lekarzy – zostało im to po „cywilu”) goiła się na mnie jak „na psie”. Jednak nie chcieli mnie wypuścić do domu. Nie było dnia, kiedy ktoś albo z ciekawością pytał (dziewczyny i chłopaki), albo strofował (wojowniczki, generałowie, Luna oraz ciocia Sere) mnie za mój „wyczyn”. Rodzice martwili się o mnie, a Gaia, Keiko, Ayumi i Nozomi były szczęśliwe, że żyję. Hide za to postawił sobie za punkt honoru ukaranie Heliosa. Było to o tyle trudne, iż on zniknął. Nie wiadomo było czy przeżył atak mamy i cioci Sere. Gdzieś w głębi serca czułam, że wróci. Jakimś cudem zawsze była przy mnie albo Sole, albo Diana. Nie wiem jak dostały się do szpitala, ale chyba personel przymknął na nie oko. Miałam tak dużo czasu, że znów sięgnęłam do notatnika z pozytywką. Tym razem nie było żadnych niespodzianek. Zaczęła grać melodia, a ja zagłębiłam się w lekturze.


Rei
Byłam samotna z wyboru. Zimna, nieprzystępna, wyrachowana – tak o mnie mówiono. Nie było w tym nic dziwnego – tak leczyłam złamane serce. Ja, Wieczna Wojowniczka z Marsa, osoba najbardziej wyczulona na podpowiedzi własnej intuicji dałam się zwieść. Co z tego, że związek był z typu „łatwo przyszło, łatwo poszło”. Co z tego, że zbierałam się w sumie bardzo szybko. Co z tego...
Tamtego dnia zamiast jak co dzień medytować w świątyni, poszłam pobiegać. Jak zwykle zatopiona w swoich myślach wybiegłam na jezdnię, nie patrząc. Późniejsze wydarzenia pamiętam jak pokaz slajdów, tylko poszczególne obrazy: ja lecąca nad samochodem, który mnie potrącił, moja dziwnie wygięta noga, przyjazd karetki pogotowia i ratownik. Właśnie on utkwił mi najbardziej w pamięci, a zwłaszcza jego piwne oczy wpatrujące się we mnie najpierw z niedowierzaniem, a później z lekkim przestrachem. Junji, bo tak miał na imię przyszedł do mnie kilka godzin przed operacją, w której doprowadzono moją nogę do stanu używalności. Od razu rozpoznał mnie, a ja jego. Jadeite. Uczucie wybuchło pomiędzy nami z mocą ognia. Przepadłam, a właściwie oboje przepadliśmy. Staliśmy się nierozłączni. Urodziłam trójkę cudownych dzieci, które są naszym odbiciem: Hideki – fizycznie podobny do mnie, ale mający charakter ojca, Febe – podobna do Junjego, ale mająca mój charakter oraz Hikari – mająca oczy ojca, moc po matce i łącząca w swoim charakterze cechy i moje, i swojego ojca.
Często pyta się mnie przed snem, dlaczego go kocham tak mocno. Odpowiedź jest zawsze taka sama: Ponieważ mnie pokochałeś...
Na moich ustach zaczął błąkać się uśmiech. Przewróciłam kartkę w notatniku. Oczywiście zmieniła się melodia i bohaterka.


Makoto
Samotność mnie dobijała. Odkąd pamiętam byłam sama – najpierw moi rodzice zginęli w wypadku, później umarła babcia. Jakby tego było mało rzucił mnie chłopak. Byłam z Motokim przez siedem lat. Miałam swoją, a jakże by inaczej, romantyczną wizję: kościół wypełniony po brzegi znajomymi i przyjaciółmi, przystrojony kremowymi i różowymi różami, ja sunąca przez nawę w białej sukni z bukietem czerwonych róż w ręku i on czekający na mnie przy ołtarzu. No i oczywiście obietnica wiecznej miłości. I nagle, jak grom z jasnego nieba ta wiadomość – odchodzi, ma inną i na dokładkę dziecko w drodze. Z tej bezsilnej złości walnęłam pięścią w to, co miałam najbliżej ręki – w toaletkę. Nic jej się nie stało,niestety ucierpiał jeden z moich kolczyków – złamał się srebrny sztyft, na którym osadzona była czerwona różyczka. Nie było rady – poszłam z tym problemem do jubilera. Naprawił go od ręki. Kiedy podawał mi paczuszkę z kolczykiem, niechcący otarły się nasze dłonie. Poczułam jakby wyładowanie elektryczne. Popatrzeliśmy na siebie. Szok mieszał się z radością. Nephrite, a właściwie Naoto uśmiechnął się najpierw nieśmiało, a później z tą swoją rozbrajającą bezpośredniością przyciągnął mnie do siebie. Rozpoznał mnie, tak jak ja jego. Oboje wiedzieliśmy, że żadna siła nie jest nas w stanie rozdzielić. Kilka tygodni po spotkaniu wzięliśmy ślub – tym razem był zgodny z moimi wyobrażeniami: ja, on, plaża, zachód słońca. Miałam na sobie prostą białą sukienkę, a w ręce jedną czerwoną różę. Zamiast obrączki Naoto wsunął mi na palec pierścionek ozdobiony różyczką, w której połyskiwał rubin. Listki zaś były zrobione z moich szczęśliwych kamieni – ze szmaragdów. Byliśmy szczęśliwi jak nigdy przedtem. Jednak jak się później okazało szczęścia może być jeszcze więcej. Przynieśli je nam: Ryu, Ananke i Iona.
Teraz wiem, że w tym całym chaosie najważniejszy jest ten ktoś: ktoś do kochania.



Zamknęłam notatnik. Pomyślałam, a jakże by inaczej, o Hidekim. O tym, co już mu wyznałam i czego jeszcze mu nie powiedziałam. Wiem, że czujemy do siebie to samo. Miłość – dojrzałą, głęboką, choć jeszcze całkiem młodzieńczą. Kiedy tak się rozmarzyłam stało się coś dziwnego: w pokoju pojawiła się dziwna różowa mgła, a po chwili pojawiła się ONA. W swoich czasach zwana Małą Damą. Moje poprzednie wcielenie. Chibiusa.



piątek, 13 grudnia 2013

– 13 –

Byłam dziwnie lekka. Unosiłam się do góry, wprost w otwarte ramiona babci. Kiedy tam dotarłam zobaczyłam na dole siebie w objęciach Hidekiego z Kosmicznym Mieczem wbitym w moje nieruchome ciało. Obok klęczały płacząc mama i ciocia Sere. Hide jakby nie wierzył w to wszystko. Ja z kolei miałam mieszane uczucia - z jednej strony chciałam wracać do nich jak najszybciej, a z drugiej... No właśnie. Przeżyłam swoją śmierć po raz drugi. Kolejny raz tak samo. Deja vu...

Popatrzyłam na babcię, która kiwała głową i uśmiechała się przepraszająco. W jej oczach widziałam łzy. Powiedziała: Arianwen, przepraszam, że tak wyszło. Chciałam dobrze dla mojej Serenity, ale zapomniałam o całej reszcie. To nie tak miało wyglądać. Odwrócę to, co tu stworzyłam. Wrócisz do Kryształowego Tokio przed ostateczną bitwą, ale nie jako Mała Dama Usagi, tylko jako Ariana - jej bliźniaczka.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć znalazłam się w Kryształowym Tokio. Opłakiwano właśnie Chibiusę, czyli mnie w innym wydaniu. Byłam w mundurku... No właśnie nie bardzo wiedziałam czyim, bo to nie był ani mundurek Sailor Chibimoon, ani mundurek Wojowniczki Wiary. Czułam w sobie jednak potężną moc. Kiedy nie spodziewano się żadnego zagrożenia, nastąpił atak. W przeszłości zniszczył on wszystko. Teraz odparłam go swoją mocą. Kryształowe Tokio i jego mieszkańcy byli uratowani. Oczy wszystkich, oprócz Heliosa wręcz wwiercały się we mnie. Wszyscy zadawali pytanie: Kim jesteś? Dopiero, kiedy Helios podniósł swój wzrok i popatrzył na mnie wszyscy usłyszeli trzy słowa: Ariana. Sailor Cosmos.
To było tak nierealne, że aż chciało mi się krzyczeć. Przecież to moja mama, Selene była Sailor Cosmos. Nie chciałam tam być ani chwili dłużej. Mimo to nie mogłam się ruszyć. Wszyscy chcieli mnie uścisnąć. Najbardziej wylewnie robiła to oczywiście Królowa Serenity. Jakoś tak nie mogłam i nie mogę o niej myśleć jak o mamie.
Popatrzyłam na księżyc w pełni. W Kryształowym Tokio była noc. Patrzyłam tak cichutko szepcząc: chcę wrócić. Chcę wrócić... Zamknęłam oczy i usnęłam.

Obudziłam się nagle. Leżałam w jakimś łóżku. Ciemny pokój rozświetlało przytłumione światło z lampki nocnej. Rozejrzałam się dookoła. Na kanapie naprzeciwko łóżka spali przytuleni do siebie rodzice, a obok nich Ayumi i Nozomi. Na krześle obok łóżka spał trzymając mnie za rękę Hideki. Więc wróciłam - powiedziałam do siebie. Nie wiedziałam jednak czy to, co wydarzyło się w Kryształowym Tokio to sen, czy przeżycie. Szepnęłam jeszcze cichutko do śpiącego Hide: Nie puszczaj mnie. Zamknęłam oczy z lekkim przestrachem, czy znowu się nie przeniosę w przeszłość, ale kiedy się obudziłam, ku radości ogółu byłam razem z moimi bliskimi. Tylko na szyi miałam mały wisiorek w kształcie kluczyka...


środa, 27 listopada 2013

– 12 –

Był piękny jesienny poranek. To znaczy w kalendarzu jesienny, bo wszystkie liście, które jeszcze jakimś cudem zostały na drzewach w parku zostały pobielone śniegiem. Siedziałam w oknie swojego pokoju i obserwowałam płatki śniegu leniwie lecące w kierunku ziemi. Nuciłam melodię wygrywaną przez moją pozytywkę. Myślałam o Hidekim. Rei ukazała mi to, czego sama nie zauważyłam. Miała rację - nie potrafię nazwać swoich uczuć do niego. Teraz zdałam sobie sprawę, że nigdy nie umiałam, nawet w poprzednim wcieleniu. Obok mnie leżał notatnik z pozytywką, ale jakoś nie umiałam się zdobyć na otwarcie go. Obserwowałam park. Ayumi, Nozomi, Sole i reszta szaleli w śniegu. Ja jakoś nie miałam nastroju. W szkole również nie potrafiłam się skupić, skutkiem czego były niezaliczone sprawdziany z angielskiego i matematyki. Złapałam się na tym, że stwierdziłam "jak Usagi". Muszę przestać myśleć w ten sposób, bo zwariuję. Nie ma już ani Usagi, ani Chibiusy. Jest Ariana, Serenity i cała reszta "znajomych, choć obcych". W pewnym momencie poczułam, że coś mi się wpycha na kolana. Były to dwa kociaki - Moon i Star. Miałam rację, że zaczną mówić. Jeden przez drugiego prosiły mnie, żebym pomogła ich rodzicom. Kiedy zapytałam kim oni są, usłyszałam dwa znajome imiona: Luna i Artemis. Oczy stanęły mi w słup. A one kontynuowały: Rodzice są w starym pałacu. Wysłali nas na zewnątrz, abyśmy odnaleźli księżniczkę. Powiedzieli, że tylko ona może ich uwolnić. Oni sami nie mogą się wydostać.
Zapytałam, jak się tam dostanę, bo pałac jest chroniony przez pole siłowe i nikt nie może się tam zbliżyć. Usłyszałam, że osoba, która wytworzyła to pole może bez problemu się tam dostać. Patrzyły ma mnie z taką nadzieją, że obiecałam im, że tam pójdę. Kilka godzin później wtajemniczyłam Sole w cały plan: ona zmienia się w człowieka i stara się zmylić ewentualnych przeciwników, ja idę prosto do komnaty, którą wskazały mi kociaki i uwalniam Lunę, Artemisa i Dianę. Spotykamy się koło wyjścia do ogrodu i zwiewamy do domu. Sole na to przystała. Kiedy zapadł zmrok i wszyscy położyli się spać wymknęłyśmy się z pałacu. Z zaskoczeniem spostrzegłam, że obok mnie truchta Deimos. Kidy zapytałam, co robi odrzekł, że nie puści mnie i Sole samych. Dodał, że Hideki nic nie wie. Kiedy dotarliśmy do starego pałacu, kazałam Deimosowi stanąć na czatach. Razem z Sole weszłyśmy do środka. Było przerażająco. Na szczęście znałam jego rozkład jak własną kieszeń. Bez problemu znalazłam i uwolniłam ludzkie postaci dobrze znanych mi kotów. Nie zdziwiło mnie specjalnie, że mnie nie poznali. Nie mogli uwierzyć, że Kryształowe Tokio nie istnieje, a my wszyscy zdążyliśmy się odrodzić. Stwierdziłam, że na opowiedzenie im wszystkiego będzie czas później. Tymczasem weszliśmy w pobliże sali tronowej. Postanowiłam, że wezmę z sekretnej komnaty kilka rzeczy. Weszłam tam, zdjęłam plecak i zaczęłam przeglądać zgromadzone tam artefakty. Wzięłam pozytywki z imionami mamy i cioci Sere oraz kryształowy dzwoneczek, który dostałam kiedyś od Heliosa. Wyszłam, a za mną pojawiła się niespodziewanie Luna P. O dziwo poznała mnie. Włożyłam ją również do plecaka i udałam się do wyjścia, gdzie czekała na mnie Sole razem z kotami. W tym samym momencie Deimos zaczął szczekać. Od razu wiedziałam, że za chwilę ktoś zaatakuje nas. Rzuciłam Sole plecak i kazałam jej, kotom i Deimosowi uciekać do domu. Uczynili to niezwłocznie. Kiedy wyciągnęłam gwiazdę i chciałam się przemienić usłyszałam znajomy, ale jakże wrogi śmiech. Za mną stał Helios, a w ręce trzymał... Gwiezdny Miecz - talizman Haruki. Wiedziałam, że spotkało je coś strasznego. Nie wiadomo skąd pojawił się Hideki. Wdał się w nierówną walkę z Heliosem. Ze łzami w oczach obserwowałam, jak pada na ziemię. Na twarzy jego przeciwnika widać było krzywy uśmieszek satysfakcji. Nie zdążyłam się przemienić. Kiedy Helios miał zadać ostateczny cios Hide, coś we mnie pękło. Rzuciłam się pomiędzy nich. I wtedy równocześnie wydarzyło się kilka rzeczy: Hide krzyknął i próbował mnie odepchnąć, na Heliosa leciał już połączony atak mamy i cioci Sere, a mnie... mnie nagle zabrakło tchu. Poczułam, jak coś zagłębia się w moim ciele. Nie czułam bólu. Nogi miałam jak z waty i osunęłam się wprost w coś miękkiego. Były to ramiona Hide. Spojrzałam mu w oczy i wyszeptałam kocham cię. usłyszałam jeszcze jego rozpaczliwy krzyk. Potem pochłonęła mnie ciemność.

sobota, 16 listopada 2013

– 11 –

Po słowach Endymiona, Mamoru, czy jak mu tam jest teraz wszystkich wmurowało. Wszystkich, oprócz mnie. Mówili, że miałam mord w oczach. W każdym razie prawdopodobnie odczuwałam coś na kształt zmieszanego szoku, niedowierzania, wściekłości i innych pomniejszych uczuć. Skutkiem tego była moja reakcja – odwróciłam się na pięcie i zaczęłam biec ile miałam sił w nogach. Pierwsza zareagowała Sole – natychmiast rzuciła się w pogoń, za nią z kolei Deimos i Hideki. Jedyne, co pamiętam to to, że chciałam znaleźć się w bezpiecznym zaciszu pałacu w możliwie jak najkrótszym czasie. Oraz to, że wpadłam wprost w otwarte, ciepłe ramiona taty. Mówili, że zanosiłam się płaczem i nie chciałam nikogo widzieć. Płacz zmęczył mnie na tyle, że usnęłam, a kiedy się obudziłam poczułam na sobie przenikliwe spojrzenie Hidekiego. Wiedział, że rozpoznałam w nim dawnego Heliosa. On również nie miał wątpliwości kim jestem. Żadne z nas nie miało odwagi odezwać się pierwsze. Hide podszedł do mnie i patrząc prosto w oczy wziął mnie za rękę, a następnie złożył na dłoni delikatny pocałunek. Po tym odwrócił się i wyszedł. Ja po tym wszystkim byłam tak skołowana, że nie wiedziałam, czy go gonić, czy pozwolić mu odejść. W oczach miałam łzy, a moje usta cichutko wypowiadały słowa: Helios... Hideki... Zwinęłam się w kłębek a moje oczy przykuła pozytywka. Wzięłam ją do ręki i otworzyłam. Co dziwne zmieniła się melodia. Zamknęłam oczy i odpłynęłam w świat wspomnień.
Miałam wtedy 17 lat, była piękna wiosna, a Kryształowe Tokio przeżywało swój rozkwit. Stałam w altance w różanym ogrodzie i czekałam na Niego. Mijały godziny, a on nie przychodził. Kiedy się w końcu zjawił księżyc lśnił wysoko na niebie. Wziął mnie za rękę i złożył na niej delikatny pocałunek. Mówił, ze rozmawiał długo z moimi rodzicami. Prosił ich o pozwolenie na ślub. Już wcześniej powiedzieli mi, że to zależy tylko od nas. Kiedy mi się oświadczył byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Spojrzałam mu głęboko w oczy i oprócz bezmiaru miłości dojrzałam smutek. Nie chciał mi wtedy powiedzieć o co chodzi, ale mam wrażenie, że już wtedy wiedział, że koniec tamtego świata jest bliski...
W międzyczasie podeszła do mnie Sole, jeszcze w swojej ludzkiej postaci i położyła obok mnie Notatnik. Uśmiechnęła się ze zrozumieniem, zmieniła w psa i zwinęła się w kłębek obok mnie. Wzięłam go do ręki i spodziewając się co będzie mi dane przeczytać otworzyłam go... i nic. Kompletnie nic, oprócz krótkiej wiadomości na pierwszej stronie:
Ariano, dopóki nie uwierzysz i nie nazwiesz swoich uczuć, nie odnajdziesz swojej drogi. Nie myśl o przeszłości, tylko skup się na dniu dzisiejszym i zacznij patrzeć w przyszłość. Rozczarowania i strach są normalnymi uczuciami, każdy z nas je przerabia. Nie bój się ich, bo one podobnie jak miłość wypełniają nasze życie. Nic nie jest czarno – białe i nic nie dzieje się bez przyczyny. Pozdrawiam, Rei.
To mnie kompletnie zaskoczyło. Skąd ona to wszystko wiedziała. Popatrzyłam na Sole, ale ona spała z niewinnym wyrazem swojego oblicza. Zostawiłam ją tam śpiącą i zeszłam na dół. W salonie siedziały wtulone w siebie Keiko i Gaia. Obok nich leżał ich ojciec. Kiedy podeszłam Gaia natychmiast rzuciła mi się na szyję. Za chwilę dołączyła do niej Keiko. Kiedy już mnie uściskały przemówił on: Przepraszam za to co się stało, Chibiusa. Nie wiedziałem, że tak wyjdzie. Kiedy twoja mama powiedział mi o tobie wtedy, przed laty, stchórzyłem. Mam nadzieję, że wybaczysz po latach swojemu ojcu. W tym samym czasie wszedł do salonu Shin i stanął za mną. Czując jego obecność odpowiedziałam byłemu Księciu Ziemi: Nie jestem Chibiusa. Mam na imię Ariana, a Twoim dzieckiem jest mój starszy brat – Shin. Fakt, że w poprzednim wcieleniu byłam Twoją córką nie ma tu żadnego znaczenia.
Na jego twarzy odmalował się szok, szukał jakiegokolwiek potwierdzenia moich słów i dostał je od trzech osób, które w tej samej chwili weszły do salonu. Były nimi mama, ciocia Sere i ciocia Rei. Zatkało go, ale mam powiedziała tylko: To już nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko to, że już więcej nie zrobisz nikomu krzywdy. Endymionie, ty umierasz...
Po tych słowach zapadła grobowa cisza przerwana przez przeraźliwy krzyk bliźniaczek, które nie wiedziały, co mają zrobić. Ostatecznie razem ze mną i Shinem czuwały przy jego łóżku aż do końca.

Endymion został pochowany jako Mamoru Chiba obok swojej żony. Na cmentarzu wiał lodowaty wiatr, a na plecach czułam czyjś wzrok. Kiedy się odwróciłam ujrzałam Galaxię i Heliosa rozpływających się w powietrzu. Usłyszałam jej głos: Endymion i Kage to były tylko pionki. Prawdziwa walka dopiero się rozpocznie i nikt z was nie ujdzie z życiem...

poniedziałek, 11 listopada 2013

– 10 –

Po dwóch latach przerwy sięgnęłam do notatnika z pozytywką. Chyba wcześniej nie byłam na to gotowa, a może podświadomie bałam się kolejnych bolesnych przeżyć i wspomnień. Dalej nie wiem, nie mam pewności, czy Hideki jest wcieleniem Heliosa. Tym razem pozytywka zagrała miłą dla ucha melodię, a treść była bardzo kojąca i miła

Ktoś taki, jak ty...

Ami
Tak, byłam kujonem. Tak, nic, ani nikt nie odciągało mnie od mojej ukochanej nauki. Po Taikim wiedziałam jedno - nie mogę się na nowo zakochać. Choćby nie wiem co. Nawet platonicznie. 
Tego dnia snułam się bez celu po parku Juuban. Nie bardzo wiedziałam po co to robię, może po porostu musiałam oderwać się od książek. W każdym razie strasznie się zamyśliłam i wpadłam na jakiegoś faceta. Miał długie włosy w kolorze pszenicy, a jego oczy zdawały się widzieć najdalszy zakątek mojej duszy. Lekko mnie przytkało, ale przerwałam to i szybko oddaliłam się w stronę domu. Jednak ciągle miałam wrażenie, że on się na mnie patrzy. Następnego dnia ponownie go spotkałam. Isao, bo tak miał na imię, był asystentem na wydziale nauk humanistycznych. Jego specjalnością była (i jest) filozofia. Ja również się nią interesowałam i dlatego przyszłam na wykład Znakomitego profesora Itori. Niestety, nie usłyszałam na nim ani słowa, ponieważ bez reszty pochłonęła mnie rozmowa bez słów z Isao. To wystarczyło. Zakochałam się. Tym razem z wzajemnością. Właśnie przy nim czuję, że żyję. 
Jeszcze przed ślubem wróciły do mnie wspomnienia z poprzednich wcieleń - miłość z czasów Księżycowego Królestwa oraz wrogość po naszym odrodzeniu. To jednak nie miało dla mnie znaczenia - liczy się tylko to, że jesteśmy razem. Nieważne czy w przeszłości był moim wrogiem. Kiedy patrzę na Takeo, Ayę i Ruri, widzę jego, kogoś, kto kocha mnie bezwarunkowo. Kogoś takiego, jak on.

Po lekturze miałam nadzieję, że uda mi się porozmawiać, choć przez chwilę z mamą o moich przypuszczeniach. Wprawdzie odbyłyśmy już taką rozmowę dwa lata temu, ale wtedy... wtedy wyglądało to jak sen, niewyraźne wspomnienie. Niestety, Kage pojawiła się znowu. Tym razem wszyscy byli na to przygotowani. Zarówno mama, która zmieniła się w Sailor Cosmos, ciocia Sere, czyli Eternal Sailor Moon jak i pozostałe odpierały jej ataki. Ja z kolei wzięłam połączone kryształy Wiary, Nadziei i Miłości. Przemieniłam się po raz pierwszy w tej kombinacji. Jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam się w mundurku Eternal Sailor Chibimoon. W ręku dzierżyłam berło z główką w kształcie serca z połączonymi trzema kamieniami w kolorach żółtym, czerwonym i zielonym. Moc, którą posiadałam była silniejsza nawet od mocy mamy, najpotężniejszej wojowniczki w kosmosie. Zdałam sobie sprawę, że chyba tylko moje moc może ją pokonać. Wyskoczyłam do przodu i krzyknęłam trzymając berło przed sobą: Moonlight Eternal Power of Faith, Love and Hope! Odepchnęłam Kage daleko. Radość nie trwała długo. Zaraz po niej pojawił się jej ojciec, Endymion. Gaia użyła swojej mocy, aby opóźnić jego atak, ale był on tak silny, że odrzuciło ją w stronę Kage. Kątem oka zauważyłam, że Moon i Star biegną w ich kierunku. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić poczułam strumień energii lecącej wprost na mnie. Zdążyłam w ostatniej chwili odskoczyć. Po chwili zobaczyłam po przeciwnej stronie swoje "odbicie", czyli ludzką wersję Sole. Odciągała jego uwagę, ale zanim zdążyłam użyć  swojej mocy, odepchnął go inny atak - mojej mamy. Nic nie zapowiadało kolejnych ataków, więc pobiegliśmy w miejsce, gdzie leżały Kage i Gaia. Moon i Star otoczyły je swoistym kokonem. Kiedy zniknął ujrzeliśmy Gaię, całą i zdrową, a obok niej Kage - odmienioną i mocno zdezorientowaną. Nie wiedziałam, czy to jest jeszcze Kage, ale sytuacja wyjaśniła się, kiedy ona cichutko powiedziała: Mei? Mei! To ja, Keiko! Gaia natychmiast rzuciła się w objęcia bliźniaczki. Okazało się, że moja moc również uzdrawia. Kiedy już siostry się podniosły i  chcieliśmy ruszać do pałacu dostrzegłam leżącego nieopodal Endymiona. Podbiegła do niego ciocia Ami. Po krótkich oględzinach stwierdziła, że jeszcze żyje, ale przed nim najwyżej kilka dni. Ja, Gaia i Keiko podeszłyśmy do niego. Otworzył oczy i wyszeptał: Mei, Keiko i Chibiusa. Moje kochane córeczki...

____________________________________________________
Tych, którzy chcą przeczytać treść Notatnika z pozytywką, bez konieczności szukania rozdziałów zawierających jego treść: http://ariana-moonlight-diary.blogspot.com/p/notatnik-z-pozytywka.html
Pozdrawiam jesiennie i zachęcam do komentowania :)

czwartek, 7 listopada 2013

– 9 –

Coś otarło się o moje nogi. Leżałam w łóżku, w pokoju było ciemno. W końcu był środek nocy. Nie wiem dokładnie co mnie obudziło, ale ta futrzana istota, która była w moim łóżku budziła we mnie przerażenie. Nagle w tej ciemności zobaczyłam błyszczące oczy, a na mojej twarzy poczułam wylewny psi pocałunek. Zapaliłam lampkę i ujrzałam złocistego szczeniaka, uśmiechniętego od ucha do ucha (o ile psy mogą się uśmiechać). Zaczął mnie lizać po twarzy, więc chcąc przerwać ten wybuch czułości, wzięłam go w wyciągnięte ręce i spojrzałam na niego Był śliczny. Nieopodal łóżka spostrzegłam koszyk przewiązany czerwoną kokardą. Włożyłam do niego pieska. Obok koszyka znalazłam kopertę. Otworzyłam ją i wyciągnęłam list:

Kochana Siostrzyczko!
Ten pies, a właściwie suczka będzie ci pomagał i strzegł. Ma na imię Sole, ale może ci już to powiedziała. Kochamy Cię! Shin, Gaia i Ayumi. 
PS. Wszystkiego Najlepszego z okazji urodzin!

Teraz zrozumiałam ich zakłopotane miny podczas wczorajszego przyjęcia i wymiganie się Yu i No od tradycyjnego spania ze mną. Uśmiechnęłam się i podeszłam do koszyka. Więc masz na imię Sole, tak? zapytałam patrzącą na mnie sunię. Nagle coś odwróciło moją uwagę, a przede mną stała moja... idealna kopia. Przez chwilę myślałam, że patrzę w lustro. Ale moja kopia rzuciła mi się na szyję i uściskała. Tak, mam na imię Sole i jak widzisz mogę się zmienić w człowieka. Cieszę się, że możemy się zaprzyjaźnić. Po tych słowach wróciła do swojej psiej postaci i zasnęła w koszyku. Ja zaś wróciłam do łóżka i pomyślałam o mojej towarzyszce z poprzedniego wcielenia - Dianie. Co się z nią dzieje?Wiem, że i ona, i jej rodzice są gdzieś w Starym Pałacu, ale na razie nic nie można z tym zrobić. Spojrzałam jeszcze raz na Sole, uśmiechnęłam się, zgasiłam lampkę i zasnęłam.


piątek, 1 listopada 2013

– 8 –


https://www.youtube.com/watch?v=HOw-Mm6Jm8Y

Kochana mamo!
Piszę ten list, bo jakoś nie mam odwagi powiedzieć tego wprost. Wiem, że prawdopodobnie będziesz się martwić, ale musiałam to zrobić. Postanowiłam jeszcze raz pójść do Starego Pałacu i raz na zawsze rozwiązać tą zagadkę. Wzięłam Gwiazdę Wiary oraz pozytywkę. Proszę, niech nikt za mną tam nie idzie. Sama muszę dojść z tym do ładu. Pilnuj Yu i No - one koniecznie będą chciały iść za mną, dlatego wyjdę, jak one już zasną. Co do Hide - muszę to wszystko sobie poukładać. Kocham cię i nie martw się o mnie.
Ariana

Położyłam ten list w gabinecie mamy i wyszłam. Małe spały w moim łóżku, a ja miałam nadzieję, że szybko się nie obudzą. Kiedy byłam w pobliżu Starego Pałacu przemieniłam się. Weszłam tam już jako wojowniczka Wiary. Od razu skierowałam się do sali tronowej, jednak nie było tam żadnego sarkofagu. Natomiast ktoś siedział na tronie. Podeszłam bliżej i ujrzałam ją. Była mniej więcej wzrostu Gai, miała ciemne włosy, a jej oczy świeciły. To była Kage. Rybka chwyciła haczyk, powiedziała, po czym zaśmiała się. Echo zwielokrotniło ten śmiech, który rozniósł się w pustej sali. Pomyślałam, że już chyba gorzej nie może być. Podeszła do mnie mamrocząc coś pod nosem. Zabrałam Ci go! Już Cię nie kocha! Nikt Cię nie kocha, ty namiastko księżniczki z Księżyca! Kage coraz głośniej i śmielej mówiła obelgi skierowane wprost do mnie. Nie dotknęły mnie one, bo już wiedziałam, że są one nieprawdą. Kiedy to zauważyła rozzłościła się. Wiedziała, że jestem praktycznie bezbronna. Jako promyk wiary nie mogę atakować nikogo. Skierowała wtedy na mnie strumienie swojej mocy. Ból był potężny. Pomyślałam, że mimo wszystko właśnie ja nie mogę się poddać. Złożyłam ręce i zaczęłam koncentrować swoją energię. Ściany pałacu zaczęły lśnić, a przeze mnie zaczęły przepływać strumienie mocy. Jakoś się tak stało, że skierowałam moc Kage przeciwko niej. Odrzuciło ją. Ściany skrzyły się nadal, a ja... Ja nie byłam już wojowniczką. Stałam w jasnofioletowej sukience, moje włosy powiewały na lekkim wietrze, ana głowie miałam diadem. Nagle pojawiła się mama, a za nią reszta wojowniczek. Księżniczko... Dzięki twojej wierze odrodziła się Kryształowa Wieża, święte miejsce Księżycowego Królestwa. Słowa Hotaru niejako sprowadziły mnie na ziemię. Rozejrzałam się dookoła, ale nigdzie nie mogłam znaleźć Kage. Jakby rozpłynęła się w powietrzu. Po chwili jednak usłyszeliśmy jej głos: Ha ha ha! To dopiero początek! Galaxia się przebudziła! Niedługo nic nie zostanie z Waszej planety! Przygotujcie się, bo czeka Was piekło!

Od tej pory minęły już prawie dwa lata. Niedługo moje piętnaste urodziny. Staramy się żyć normalnie, ale strach dalej czai się gdzieś w nas.Wujek Yaten wraz z małą Eos mieszkają teraz w pałacu. Helia razem z Heliosem przepadli bez wieści. Ostatnio Gaia znalazła w parku dwa małe kociaki do złudzenia przypominające Lunę i Artemisa, z tym, że kocurek jest czarny, a kotka biała. Daliśmy im na imię Moon i Star. Na czołach mają symbole ziemi. Głównie śpią, ale mam przeczucie, że niedługo będą mówić. Może dowiemy się, co się stało z Luną, Artemisem i Dianą. Do Starego Pałacu nikt się nie zbliża. Od momentu odrodzenia Kryształowej Wieży nikt nie może tam wejść - pałac wytworzył własne pole siłowe. Moja moc stale rośnie. Moc Yu i No również - czuję, że walka jest już bliska...

wtorek, 29 października 2013

– 7 –

Otaczała mnie cisza. Nie wiem dokładnie, gdzie byłam, ale było tam cicho i ciemno. Otworzyłam oczy i ujrzałam pokój, który skądinąd bardzo dobrze znałam. Była to moja komnata, a właściwie komnata Małej Damy. Skąd się wzięłam w Starym Pałacu nie wiem. Leżałam na łóżku, oprócz mnie nie było nikogo w pobliżu. Wstałam i podeszłam do biurka. Było puste. W ogóle oprócz mebli w pokoju nie było nic. Skierowałam się w kierunku drzwi. Były otwarte. Wyszłam na korytarz, również przeraźliwie pusty. Szłam w kierunku wyjścia z pałacu, kiedy usłyszałam cichy głos: Idź do sali tronowej. Nie zwlekaj, nie masz dużo czasu. Rozejrzałam się dookoła, ale nikogo nie było. Głos był dziwnie znajomy, jednak nie potrafiłam go w tamtym momencie dopasować do nikogo. Kim jesteś? Dlaczego mam tam iść? Nie otrzymałam odpowiedzi. Kierowana ciekawością weszłam do dawnej sali tronowej. Oprócz kilkunastu sarkofagów zobaczyłam otwarte drzwi. Podeszłam do nich i weszłam do małego pomieszczenia. Jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam Wszystkie broszki przemian Usagi i swoje, każde berło, każdą pałeczkę przemiany wojowniczek. Podeszłam do małej witrynki. Zobaczyłam, że jest uchylona. Leżały w niej pozytywki. Chwyciłam tą, która leżała na zewnątrz i otworzyłam ją. Rozległa się melodia. Przyjrzałam się jej. Miała złoty środek, tło było tęczowe, a na obracającym się w środku księżycu wygrawerowano imię Arianwen. Moja pozytywka? Skąd się tutaj wzięła? Rozejrzałam się dookoła, ale nie znalazłam nikogo, kto mógłby mi odpowiedzieć. Wyszłam z pokoju i podeszłam do podwójnego sarkofagu. Zobaczyłam w niej moje poprzednie wcielenie oraz Heliosa. Tęsknota, która mnie opanowała była nie do zniesienia. Nagle poczułam na plecach czyjś wzrok. Odwróciłam się, i szczęka mi opadła. Patrzyli na mnie Luna, Artemis i Diana oraz Luna P. Chciałam do nich podbiec i wziąć Dianę na ręce, lecz zniknęli tak samo nagle, jak się pojawili. Nie wiem kiedy łzy same zaczęły mi lecieć z oczu. Wyszłam z pałacu i usiadłam na parkowej huśtawce. Na tej samej, na której znalazł mnie kiedyś Fantom Śmierci. Zerwałam się i zaczęłam uciekać co sił w nogach. W ręce ściskałam pozytywkę. Potknęłam się i runęłam jak długa. Nie wiem jak długo tam leżałam. W każdym razie po jakimś czasie coś zaczęło ocierać się o moje nogi. Po chwili ktoś wziął mnie w ramiona i zaczął nieść w kierunku domu. Lekko uchyliłam oczy i napotkałam wzrok Hidekiego. Był dziwnie znajomy, taki, jak u Heliosa, a jednocześnie obcy. Obok niego truchtał szary pies – Deimos. Zamknęłam oczy. Kiedy znów je otworzyłam leżałam w swoim pokoju tak, jak zasnęłam po ostatniej rozmowie z mamą. Sen? Czy to mi się tylko przyśniło? Zegar wskazywał pierwszą w nocy. Lampka cały czas się paliła. Wszystkie drobiazgi leżały na swoim miejscu. Doszłam do wniosku, że to naprawdę był sen. Przebrałam się i skierowałam z powrotem w stronę łóżka. Na samym jego środku dojrzałam coś, co mnie zaszokowało. Leżała tam otwarta pozytywka i grała swoją melodię...  

sobota, 26 października 2013

– 6 –

Kage, kim jesteś? Szłam na śniadanie cały czas rozmyślając nad słowami Heliosa. Kage... Chyba musiałam to powiedzieć, bo wychodząca właśnie z pokoju Gaia zapytała mnie właśnie o to imię. Kiedy jej powtórzyłam, nagle zbladła. Jej twarz wydawała się wręcz przeźroczysta. Wiedziałam wtedy, że właśnie ona może mi udzielić odpowiedzi na to pytanie. I otrzymałam ją. Wciągnęłam Gaię do pokoju i wręcz przymusiłam do odpowiedzi. Kage to moja bliźniaczka odpowiedziała mi. Jak to bliźniaczka? – pomyślałam i chciałam o to zapytać Gaię. Niestety, zdążyła wybiec przez niedomknięte drzwi. Czułam jednak, że niczego się więcej od niej nie dowiem. Przynajmniej nie teraz. Po śniadaniu zeszłam do ogrodu. Usiadłam na ławce otoczonej herbacianymi różami i wróciłam myślami do tego dnia, kiedy pojawiła się Gaia. Był to ciepły październikowy wieczór. Ciocia Mako, Ananke i Io wyszły jak co dzień do parku razem z Kallisto i Ganimedesem. Psy od razu coś zwąchały i wręcz na wyścigi pobiegły w kierunku parkowej altany. Io pobiegła za nimi, a kiedy zobaczyła zaistniałą tam sytuację od razu zawołała ciocię. Okazało się, że w altance leży nieprzytomna dziewczynka. Kali i Gani ułożyły się obok niej i warczały na wszystkich, którzy próbowali się zbliżyć. Nie było rady, ciocia wysłał Ananke do pałacu, aby ściągnęła szybko moich rodziców. Na miejscu mama łagodnie odciągnęła psy, po czym tata wziął ową dziewczynkę na ręce. W pałacu okazało się, że mała trzymała w ręce list i medalion. W liście niejaki Mamoru Chiba prosił, aby zajęto się jego córką, ponieważ grozi jej niebezpieczeństwo. Na medalionie zaś widniało imię Gaia. Nie mając żadnych danych małej, rodzice postanowili, że ją przygarną i wychowają jak swoją córkę. Kiedy Gaia odzyskała przytomność potrafiła tylko powiedzieć ile ma lat. Nic więcej o sobie nie wiedziała. Mama wtedy podjęła decyzję, że data jej znalezienia będzie uznana za datę jej urodzenia, a imię z medalionu i nazwisko jej ojca będą oficjalne.
Teraz okazuje się, że Gaia coś pamięta. W międzyczasie podbiegła do mnie Europa i zaczęła mnie ciągnąć w kierunku pałacu. Okazało się, że wysłała ją do mnie właśnie Gaia. Usiadłam obok niej i objęłam ramieniem. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć ona zaczęła opowiadać:
Naprawdę na imię mi Mei. Prawdziwe imię mojej siostry to Keiko. Jesteśmy bliźniaczkami, ale nie jesteśmy podobne. Kei ma czarne włosy naszego ojca i intensywnie fioletowe oczy, podczas gdy ja jestem bardziej podobna do mamy. Wybacz, że nie mogłam tego powiedzieć nikomu wcześniej, ale dopóki zagrożenie się w pełni nie ujawniło musiałam milczeć. Jestem pierworodną córką księcia Endymiona, znanego tu jako Mamoru Chiba i Kagui, władczyni lodu. Wiem, że oboje pamiętasz ze swojego poprzedniego wcielenia. My zresztą też się wtedy spotkałyśmy – nazywano mnie wtedy Nehelenia. Po zagładzie Kryształowego Tokio ponownie otrzymałam szansę na dobre życie, właśnie jako Mei. Mama, czyli Kaguya postanowiła na łożu śmierci, że jej spadkobierczynią będzie Keiko. Powiedziała jej wtedy, że oddaje wszystkie swe moce Księżniczce Elisionu, a ja jako Księżniczka Ziemi dziedziczę Złoty Kryształ. Zabawne prawda? Jak się później okazało jednak go nie dziedziczę, co mnie bardzo ucieszyło. Po śmierci mamy Keiko zmieniła swoje imię na Kaguya, w skrócie Kage. Nie przewidziała jednak, że Chaos upomni się o swoje. Opętał ją całkowicie, a co za tym idzie,zaczął również opanowywać Elision. Tata widząc, co się dzieje postanowił mnie za wszelką cenę chronić. Dał mi do wypicia jakąś miksturę, która miała mnie uśpić i pozbawić pamięci. Celowo wsunął mi do ręki medalion babci, Gai, aby właśnie to mię uznano za moje. Zresztą jako księżniczka mam prawo je nosić, więc nic się tak naprawdę nie stało. Co do Heliosa – ten, którego znasz tutaj nie jest tym, który był w poprzednim wcieleniu twoim mężem. Gdzie on jest? Nie wiem. Wiem jednak, że jego też zaczął dosięgać Chaos i boję się, że wkrótce przeniesie się również na Helię.
Spojrzałam w jej oczy i wiedziałam, że mówi prawdę. Jeszcze nie mogłam tego ogarnąć. Helios nie jest Heliosem? Kage to bliźniaczka Gai? W końcu dotarło do mnie jej ostatnie zdanie. Jeżeli Chaos dosięgnie Helię, jeżeli Galaxia znów się pojawi, jeżeli Elision przestanie istnieć... Wybiegłam z pokoju Gai jak oparzona i pognałam wprost do mamy. Była w salonie razem z ciocią Sere. Po chwili przybiegła również Gaia, a za nią Setsuna i Hotaru. Gaia jeszcze raz opowiedziała wszystko. Nikt nie miał jej za złe, że milczała. W oczach cioci Sere dojrzałam przerażenie. Obie wiedziałyśmy do czego zdolna jest Galaxia, ale nie wiedziałyśmy nic o Heliosie i Kage. Po chwili milczenia mama podeszła do mnie i powiedziała: Promyki już niedługo będą nam niezbędne. Połączę kryształy wiary, nadziei i miłości w jedno. Ayumi i Nozomi są za małe, żeby walczyć, w tym czasie będą spały. Pamiętaj Ariano, że od tej walki zależy wszystko. Nie zawiedź nikogo i wspieraj ich tymi promykami. Gaia, ty zaś otrzymujesz ode mnie kryształ Ziemi. Od tej pory jesteś wojowniczką. Wspieraj Arianę we wszystkim,co robi.

Po tych słowach mama wyszła, aby zwołać wszystkie wojowniczki i ogłosić alarm dla całego królestwa. Ja zaś pełna sprzecznych uczuć położyłam się do łóżka i nie wiem kiedy zasnęłam.

_______________________________________________________________
Nie lubię tego, ale chyba znowu muszę to zrobić. Prośba do wszystkich czytających - komentujcie, Opowiadanie piszę na bieżąco i nie wiem w którą stronę mam iść, gdzie przeginam, a czego nie piszę. Jest to dla mnie bardzo ważnie. Z góry dzięki :)

wtorek, 22 października 2013

– 5 –

 Wydawało mi się, że latam. Otworzyłam oczy i rzeczywiście – miałam białą sukienkę i duże skrzydła w tym samym kolorze. Znajdowałam się chyba w Elisionie, zresztą nieważne. Fruwało mi się całkiem przyjemnie, kiedy nagle obok mnie pojawiła się dobrze znana mi sylwetka pegaza. Wyciągnęłam ręce w jego kierunku, ale nagle jego biała sierść zaczęła czernieć. Jego piękne oczy stawały się coraz bardziej puste i nienawistne. Chyba w końcowym odruchu normalności krzyknął głosem Heliosa: Uciekaj stąd jak najdalej! Wybacz mi! Kage... W tym momencie usłyszałam dźwięk, który zupełnie nie pasował do sytuacji: Jak myśliś, ona jeście pi, ci juś nie? Zerwałam się nagle i zamiast tych przepełnionych pustką oczu, ujrzałam zielone oczy Ayumi. Spojrzałam na zegarek – było dopiero po trzeciej. Ukołysałam rozbudzone Yu i No, ale jakoś nie mogłam zasnąć. Małe przytuliły się do mnie tak mocno, że nie mogłam się ruszyć. Może to i lepiej, bo dawały mi jakiś wewnętrzny spokój. Patrzyłam przez okno na ciemne niebo, księżyc i gwiazdy. Pomyślałam wtedy o tej tajemniczej Ayame. Z tego, co napisała, odnalazła swoją miłość. Sięgnęłam po leżący na nocnym stoliku notatnik. Małe mocno zasnęły, a ja postanowiłam poczytać o dalszych losach owej tajemniczej dziewczyny. Pozytywka zaczęła grać muzykę, a ja zagłębiłam się w lekturze.

Nie sprawię byś chciał dzielić ze mną świat...

Ami
Był to całkiem normalny dzień. Nie wydarzyło się nic specjalnego – ot, do szkoły przyjęto nowych uczniów. Byli to bracia Kou – Taiki, Seyia oraz Yaten. Nie zwróciłam na nich szczególnej uwagi, ponieważ byłam zajęta zgłębianiem podziałów komórki, przy użyciu podręcznika do biologii. Jak się później okazało on mnie zauważył w pierwszej chwili. W końcu po tygodniu podszedł do mnie i pod pretekstem powtórzenia materiału z chemii zaprosił mnie na kawę. Powiem szczerze – nie spodziewałam się tego, ale wpadłam po uszy. Nie liczyła się ani chemia, ani szkoła – liczył się wyłącznie on. Myślałam, że to uczucie nie jest jednostronne. Myliłam się. Nasz związek trwał pół roku. Tyle, ile jego pobyt w Tokio. Tyle ile jego fascynacja mną. Wyjechał wraz z braćmi do Osaki, najpierw pisał co tydzień, później wysyłał kartki z okazji urodzin, w końcu kontakt się urwał. Wróciłam do swojego zamkniętego świata nauki i dopiero po wielu latach komuś udało się mnie wydobyć na zewnątrz.

Minako
Yatena poznałam w szkole. Pojawił się tam razem z braćmi. Kiedy tylko spojrzałam w jego zielone oczy przepadłam. Zakochałam się. Nie żebym była w tym czasie jakoś bardzo kochliwa. Starałam się mu pokazać z jak najlepszej strony. Organizowałam imprezy, na które był zaproszony, niby przypadkiem trafialiśmy razem do jednego zespołu na zajęciach, pomagałam mu w nauce (choć to mi samej były korki potrzebne). On zaś mnie nie zauważał. Im bardziej się starałam przyciągnąć jego uwagę, tym większa była jego obojętność. W końcu się poddałam. Kiedy wyjechali świat mi się zawalił. Jak był mogłam na niego chociaż popatrzeć. Zostałam z niczym i tak samo się czułam. Nikomu nie udało się w tamtym czasie wywołać u mnie choćby cienia uśmiechu. Dopiero Koichi sprawił, że świat znowu ma barwy.


Zamknęłam notatnik. Za oknem świtało. Wstawał nowy dzień. Dziewczynki z radosnym śmiechem popędziły na śniadanie, ja też zajęłam się zwykłymi porannymi czynnościami. Jednak cały czas mi nie dawało spokoju to imię. Kim jest Kage? I co ma wspólnego z Elisionem oraz Heliosem...

sobota, 19 października 2013

– 4 –

Stwierdzenie wypowiedziane przez Setsunę zmroziło wszystkich. Pewnie milczenie i bezruch trwał by dłużej, gdyby nie Helia, która powiedziała, że dopóki zagrożenie się nie ujawni, to nie mamy się czym martwić. Fakt, ona przecież doskonale wie, czym jest walka i za wszelką cenę stara się jej uniknąć. Uspokojeni zaczęliśmy wracać do pałacu. W międzyczasie się odmieniłam i byłam w swojej przemoczonej sukience. Speszona umknęłam na boczne schody, prowadzące do mojego pokoju. Myślałam, że mnie nikt nie zauważy, jednak jak zwykle nie doceniłam mamy. Czekała na mnie w sypialni. Wiedziała, że coś się stało. Kiedy się wysuszyłam i przebrałam opowiedziałam jej o rozmowie z Heliosem. Wysłuchała mnie i przytuliła. Powiedziała: Nie martw się. Może on nie był twoją bliźniaczą gwiazdą, która jest Ci przeznaczona. Masz jeszcze dużo czasu i na pewno ją znajdziesz. Po tych słowach wyszła, a ja zmęczona przeżyciami dnia zasnęłam. Kiedy się rano obudziłam coś przygniatało moje ręce. Okazało się, że Nozomi przyszła do mnie w nocy, przytuliła się i zasnęła. Nigdy nic takiego się nie zdarzało. Kiedy spróbowałam delikatnie uwolnić ręce spod małej, niestety się obudziła. Wbrew moim przypuszczeniom, uśmiechnęła się i powiedziała: Jutlo tes psyjdę pać do Ciebie. Po tych słowach zaśmiała się i uciekła. Ja z kolei odbyłam poranną toaletę, ubrałam się w szkolny mundurek i zeszłam na śniadanie. Podczas niego dowiedziałam się, że mama wspólnie z wojowniczkami podjęła decyzję dotyczącą bezpieczeństwa. Od dzisiaj w drodze do szkoły mają mi towarzyszyć cztery nowe wojowniczki: Ruri, Febe, Iona i Hana. Pozostałe mają być cały czas czujne i w razie jakiegoś zagrożenia interweniować. W sumie nie bardzo rozumiem tą decyzję – w końcu wszystkie chodzimy do tej samej szkoły i klasy, więc i tak praktycznie się nie rozstajemy. No ale nie było wyboru. Lekcje były jak zwykle nudne. W drodze powrotnej postanowiłam się na chwilę urwać mojej „straży przybocznej”. Zamiast na drogę prowadzącą do pałacu, skręciłam do znajomego mi parku Juuban. Siadłam na ławce obok fontanny i jak zwykle powróciłam do XX wieku, kiedy jako Chibiusa spędzałam tu niemal każde popołudnie wraz z Usagi. Wspominałam walki toczone w tym miejscu, pierwsze spotkanie z Heliosem... Nie wiem jak długo siedziałam na tej ławce, w każdym razie nagle ze wspomnień wyrwała mnie Hotaru. O nic nie pytała, zresztą chyba miałam wszystko wypisane na twarzy. Po prostu wzięła mnie za rękę, jak w XX wieku i powoli, w milczeniu poszłyśmy do pałacu. Odprowadziła mnie do pokoju, ale nie weszła. Uśmiechnęła się smutno, a w jej oczach dostrzegłam zrozumienie. Przebrałam się w wygodne ciuchy i podeszłam do biurka. Leżał na nim jakiś notes. Na okładce miał namalowany półksiężyc, a całość przypominała pozytywkę, którą pokazała mi w przeszłości Usagi. Obok leżała kartka. Był to list od mamy, o treści:
Kochana Ariano.
W zeszycie tym znajdziesz drogę do odnalezienia swojej bliźniaczej gwiazdy. Historie tam opisane wydarzyły się naprawdę. Mam nadzieję, że pomoże ci to zrozumieć, że przeznaczenia nie da się przewidzieć, ani w żaden sposób na nie wpłynąć. To, co wydarzyło się w przeszłości nie ma żadnego wpływu na przyszłość. Miłej lektury, mama.
Otworzyłam notatnik na pierwszej stronie i okazało się, że w okładce rzeczywiście jest pozytywka. Zaczęła grać melodię Klik, a ja zaczęłam czytać.

On nie kochał nigdy żadnej z nas...
Rei
To była moja pierwsza świadoma miłość. A raczej zauroczenie, jak się później okazało. Spotkałam Mamoru, kiedy spieszyłam się na autobus. Byłam wtedy na pierwszym roku studiów. To było jak grom z jasnego nieba, zarówno dla mnie, jak i dla niego. Nie mogło być w tym żadnej pomyłki. Widziałam to w jego oczach, kiedy patrzył na mnie. Tylko zabrakło mi w tym wszystkim jakiegoś porozumienia dusz, czytania sobie w myślach. Spotykaliśmy się już chyba dobre pół roku, kiedy wyznałam mu miłość. On się tylko roześmiał. Powiedział, że podobam mu się, ale tylko fizycznie. Nie chciał się wiązać żadnymi „łańcuchami emocjonalnymi”. Szkoda, był bardzo przystojny. Nie mogłam jednak budować swojego życia na kruchej podstawie fascynacji i pożądania. Postanowiłam, że odejdę od niego „po angielsku”. Bez słowa zabrałam swoje rzeczy z jego mieszkania i wróciłam do domu. Długo się z tego zbierałam, ale przyszłość miała dla mnie miłą niespodziankę. Co do Mamoru,to gdzieś na dnie serca dalej tli się do niego jakieś uczucie, ale z całą pewnością nigdy nie pozwolę mu dojść do głosu.

Usagi
Byliśmy sobie przeznaczeni od wieków. Ja i Mamoru. Zawsze razem stawialiśmy czoło wszystkim przeciwnościom losu. Poznałam go na drugim roku studiów. Kiedy go zobaczyłam miałam wrażenie, że go bardzo dobrze znam. Skąd miałam wtedy wiedzieć,że w poprzednim wcieleniu byliśmy małżeństwem i mieliśmy córkę. Od razu zaiskrzyło. Spędzaliśmy razem dni i noce (zwłaszcza noce). Coś mi mówiło, żeby na niego uważać. Nigdy nie rozmawialiśmy, nie robiliśmy nic poza wiadomymi sprawami. Nie czułam żadnej głębi uczuć, ba nie czułam z jego strony żadnej odpowiedzi na wysyłane przeze mnie sygnały. Miałam wrażenie, że nasz związek się skończył zanim jeszcze się zaczął. Gdzieś w przebłysku wspomnień pojawił się obraz małej różowowłosej dziewczynki, która mówiła do mnie „mamo”, a obok był właśnie on. Właśnie ten argument trzymał mnie przez cały czas u jego boku, pomimo męki emocjonalnej. W końcu po roku postanowiłam z nim o tym pogadać. Najpierw nie dowierzał, potem się roześmiał, a a koniec brutalnie obwieścił mi, że nie żywi do mnie żadnych uczuć, a całą tą historyjkę o córce mogę spisać i wydać jako książkę dla dzieci, bo według niego, nie nadaję się na matkę. Po czym dodał, że nie chce mieć ze mną od tej pory nic wspólnego. Wziął swoje rzeczy i trzasnął drzwiami, wcześniej rzucając mi klucze od ich. Długo płakałam. Kiedy wydawało mi się, że nie jestem zdolna do żadnych uczuć pojawił się ON, ten, który od zawsze był mi przeznaczony. I wtedy wszystko stało się proste... Mamoru po prostu przestał dla mnie istnieć.

Ayame
Na ostatnim roku studiów, gdzieś w czeluści zgłębiania tajników mojego przyszłego zawodu, pojawiło się światełko. A raczej światełka. Poszłam na imprezę. Poznałam tam chłopaka, który jak się później okazało zawładnął moim losem na zawsze. To miała być „przygoda na jedną noc”. Ja do niego nic oprócz pożądania nie czułam, on czuł dokładnie tyle samo. Było miło, dał mi swój numer telefonu z nadzieją, że to powtórzymy. Nie miałam zamiaru. Los szykował dla mnie jednak niespodziankę. Tej nocy zaszłam w ciążę. Po kilku tygodniach, kiedy zorientowałam się, że właśnie to się stało, odnalazłam w torebce ową kartkę. Zadzwoniłam pod numer. Odebrał od razu i uwodzicielskim głosem zaczął namawiać mnie na kolejną noc. Ja z kolei poprosiłam tylko o spotkanie. Kiedy do niego doszło i kiedy powiedziałam mu o skutkach naszej ostatniej nocy, wpadł w szał. Zaczął domagać się, abym usunęła dziecko. Popatrzyłam na niego, odwróciłam się i poszłam. Nie odbierałam od niego telefonów. Postanowiłam, że ta mała istota we mnie ma prawo żyć. Po kilku tygodniach dowiedziałam się, że Mamoru (tak miał na imię ojciec dziecka) uciekł z miasta i ślad po nim zaginął. Tydzień tkwiłam w marazmie, po nim doszło do mnie, że zostałam sama z dzieckiem. Od kompletnego załamania uchronił mnie pewien człowiek, którego poznałam w parku Juuban. On dał mi nadzieję na lepsze jutro i zaopiekował się zarówno mną, jak i dzieckiem.


Zamknęłam notatnik, pozytywka przestała grać. Zaczęłam rozmyślać nad losem bohaterek – Rei ma męża, dzieci i jest szczęśliwa, Usagi chyba również. Zastanawiało mnie kim jest Ayame. Jej losy do złudzenia przypominały historię mamy. W międzyczasie zerknęłam na zegar. Było już po 22. Szybko się umyłam i przebrałam. W łóżku zastałam już Nozomi. W żaden sposób nie mogłam jej przekonać, że ma spać u siebie, więc ją po prostu przytuliłam. Zasnęłyśmy, a kiedy się rano obudziłam okazało się, że również Ayumi postanowiła nie spać samotnie...

niedziela, 13 października 2013

– 3 –

 Cały czas ściskałam gwiazdę w ręce, a przed oczami przelatywały mi momenty z przeszłości. Te dobre i te złe. Niemal namacalnie czułam rozpacz po przegranej ostatniej bitwie – tej o Kryształowe Tokio. Tej, w której zabrakło woli walki Serenity, tej, w której zginęliśmy wszyscy. Jednocześnie widziałam siebie w swoim pierwszym mundurku, uczącą się rzemiosła pod czujnym okiem Usagi. Po chwili poczułam na swoim ramieniu dotyk ręki. To była Hotaru. Lekko pociągnęła mnie na bok, gdzie stała Puu, czyli Setsuna. Zapytały mnie co zamierzam zrobić. Były tak samo wystraszone jak ja. Odpowiedziałam im, że nie wiem. Różowy kryształ przestał istnieć chwilę przed śmiercią Serenity. W ten sposób usiłowałam ją ochronić, ale nie udało mi się. Tak, miałam wrażenie, że jestem Chibiusą, a nie Arianą. Zamknęłam oczy i starałam się zapanować nad tym wszystkim. Nagle poczułam czyjąś obecność. Otworzyłam oczy i stanął przede mną Helios. Szukałam w jego oczach jakiegokolwiek wsparcia, ale znalazłam tam tylko pogardę. Kiedy zapytałam o co chodzi pociągnął mnie na zewnątrz. Staliśmy w ogrodzie, było ciemno. Pogarda w jego oczach zmieniła się w coś innego – w czystą nienawiść. Nie rozumiałam tego i zażądałam wyjaśnień. Kiedy je otrzymałam... nie wiedziałam, że słowa potrafią tak bardzo ranić. Helios w kilku słowach oznajmił mi, że zrywa ze mną, że nic głębokiego nas nigdy nie łączyło i że już od dawna nic oprócz obojętności do mnie nie czuje. Po tym odszedł. Ja dalej stałam w ogrodzie. Zaczął padać deszcz. Znowu przed oczami zaczęły przelatywać mi obrazy z przeszłości. Tym razem widziałam smutną historię Serenity. Coraz częstsze kłótnie z Endymionem, stopniowe popadanie w depresję, próby samobójcze. On z kolei najpierw się temu bezczelnie przyglądał, a po pierwszej próbie samobójczej po prostu odszedł bez słowa. Wojowniczki rozkazem Endymiona przebywały w swoich zamkach na orbitach planet i miały zakaz wstępu do pałacu. Serenity była sama. Luna, Artemis i Diana przepadli bez wieści jeszcze przed koronacją. Kiedy wyczułam tą beznadzieję natychmiast wróciłam do Kryształowego Tokio. To, co tam zobaczyłam do tej pory napełnia mnie mieszaniną smutku i przerażenia. Wszystko zrujnowane przez ataki wojsk chaosu, ludzie w pośpiechu opuszczający swoje domy, panika, zabici na ulicach. W pałacu też nie było najlepiej. Serenity ogłupiała po antydepresantach i alkoholu, żadnej wojowniczki na straży. Zanim je wszystkie ściągnęłam, zanim stanęłyśmy do walki było już za późno. Poświęciłam całą swoją moc na ratowanie osoby, która nie chciała być uratowaną. Zginęłam jeszcze zanim przybyły wojowniczki. Wróciłam do teraźniejszości. Stałam w ogrodzie, padał deszcz, który mieszał się z łzami masowo wypływającymi mi z oczu, a w ręce ściskałam gwiazdę. Nie wiem dokładnie kiedy to się stało, ale szeptem wypowiedziałam słowa: Pink Moon Crystal Power Make Up! Poczułam strumienie mocy przepływające przeze mnie. Kiedy stałam w mundurku wiedziałam, że nie jestem wojowniczką z Księżyca. Fryzura mi się nie zmieniła – dalej miałam odango w kształcie króliczych uszu, z tym, że w kolorze blond, za to mój mundurek mienił się barwami bieli, różu i fioletu. Mama chyba coś wyczuła, bo zaraz przybiegła wraz z pozostałymi. Ciocia Sere zdołała wymówić tylko: Chibimoon?, po czym przeniosła pytający wzrok na mamę. Mama pokręciła przecząco głową, po czym padło stwierdzenie: Wojowniczka Wiary się przebudziła, a to oznacza, że czas pokoju się kończy.

____________________________________________________________

Kochani, wiem, że czytacie moje wypociny. Niestety, nie mam zdolności jasnowidzenia i nie wiem, co o tym sądzicie. Właśnie dlatego proszę o komentarze - czy te dobre,czy te złe zawsze będą mile widziane, bo bez nich po prostu nie wiem, czy to pisanie ma sens. Z góry dzięki :)
Pozdrawiam, Ika.

czwartek, 10 października 2013

– 2 –

Dzisiaj było u nas święto. Wszystkie dzieci wojowniczek, czyli cała dwunastka, otrzymała swoje moce – dziewczyny pióra przemian i swoje pierwsze mundurki, natomiast chłopaki swoje kamienie. Oczywiście, jak zawsze w takiej sytuacji, musiało dojść do paru dziwnych, stresujących lub komicznych sytuacji. Zaczęło się od tego, że przybyły wszystkie wojowniczki z ciocią Sere na czele. No i tutaj zadziałała zasada: jak mamusia mnie chce odwiedzić, to musi mnie najpierw znaleźć. Chodzi oczywiście o Nozomi. Otóż, gdy wszystko już było przygotowane, cała nasza czwórka ubrana w najlepsze kiecki (Shin miał na sobie szaty rycerza), gdy już mieliśmy całą piątką ustawić się obok tronu, No nagle zobaczyła skrzydła wiecznej wojowniczki, czyli swojej mamy. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować mała zwiała w znanym tylko sobie (i jak się okazało mnie) kierunku. Kiedy tylko ciocia Sere zauważyła jej nieobecność (oczywiście chwilę to trwało) wpadła w panikę. Praktycznie od razu rozdzieliliśmy się i zaczęliśmy jej szukać. Tylko Ayumi została z dorosłymi, Ja, Shin i Hideki udaliśmy się do pałacowych ogrodów. Szybko ją zlokalizowaliśmy. Siedziała na środku błotnego bajora i za żadne skarby nie chciała z niego wyleźć. Kiedy Shin lub Hide próbowali do niej podejść od razu uciekała. Dopiero mi się udała ta sztuka, Niestety, No nie miała zamiaru przerywać sobie udanej zabawy. Przekonała ją dopiero obietnica zabawy w chowanego ze wszystkimi, prócz dorosłych. Pozostało mi tylko przekonać do tego pomysłu tego sztywniaka Hidekiego. Oczywiście obie byłyśmy utaplane w błocie, więc musiałyśmy się przebrać. Szczerze mówiąc ucieszył mnie to, ponieważ nie lubię swojej najlepszej, białej kiecki. Wolę tą w odcieniu pastelowego fioletu z ciemniejszymi różyczkami w pasie. Ponieważ nie było czasu na wybieranie ciuchów skwapliwie skorzystałam z tej opcji. Nozomi natomiast ubrałam w żółtą sukienkę, której mała serdecznie nie znosiła, no ale jakaś kara musiała być. Po tych perypetiach poszłyśmy w końcu do sali tronowej i ustawiłyśmy się obok Ayumi, Gai i Shina. No się wyrywała, ale spacyfikował ją tata biorąc ją na ręce. W końcu zaczęła się ceremonia. Wieczne wojowniczki wzięły za rękę po jednej ze swoich córek (w pierwszej kolejności te, które miały przejąć moce ich planet). Na pierwszy ogień poszły więc:
  • Aya, która nie zadaje się z osobami poniżej IQ 300, więc z żadną z nas (choć sama ma IQ 220)
  • Hikari, ruda wredota, która zawsze musi każdemu coś dogadać, i jej zdanie jest (chyba tylko dla niej) najważniejsze
  • Ananke, sympatyczna graficzka komputerowa
  • oraz Aiko, przypominająca wyglądem i zachowaniem swoją mamę, czyli ciocię Minako.
Dostały one moce kolejno: Merkurego, Marsa, Jowisza i Wenus. Po otrzymaniu piór przemiany, każdej zachciało się do toalety. Wybiegły wszystkie. Po chwili powietrze przeszył krzyk. Wszystkich zmroziło. Sytuacja się wyjaśniła, kiedy wpadły wszystkie cztery i wyglądały jak kopie swoich matek. Dokładne kopie. Chyba tylko Aiko nie panikowała, bo nawet bez przemiany tak wygląda. Uśmiechnęłam się pod nosem i szepnęłam na ucho Shinowi, że boję się pomyśleć, co będzie jak pozostałe cztery się przemienią. Niestety, chyba jako jedyna z tego grona pamiętam wszystko,co działo się w poprzednim wcieleniu. Ale wracając do ceremonii. Pozostała czwórka jakoś nie kwapiła się do otrzymania piór przemiany, więc mama postanowiła w międzyczasie pasować na rycerzy królestwa chłopaków. Ceremonii tej dokonał dowódca armii, czyli generał Kunzite. Każdy dostał przydomek oraz pelerynę spiętą kamieniem. I tak:
  • Takeo otrzymał przydomek Hemetite i szarą pelerynę spiętą broszą z hematytem,
  • Hideki otrzymał przydomek Karneolite i czarną pelerynę spiętą broszą z karneolem,
  • Ryu został Malachite, a jego peleryna ma oliwkowy kolor. W broszy zaś jest malachit,
  • Sho to z kolei Opalite, a jego kremową pelerynę spina brosza z opalem.
W swojej przemowie mama podkreśliła, że ich priorytetem jest ochrona księcia, czyli Shina. Wreszcie przyszedł czas na ostatni akt komedii. Przed szereg wyszły:
  • Ruri – wiecznie zaczytana melancholia (jak ją nazywa mama).Otrzymała moc Pallas,
  • Febe – totalne przeciwieństwo swojej siostry. Ma moc Westy,
  • Iona – kochająca każde zwierzę, posiada moc Junony,
  • Hana – ukochana córeczka wujka Kunzite, która stała się wojowniczką z Ceres.
Z lekką obawą wymówiły swoje formułki przemiany. Po tym stało się dokładnie to, co przewidziałam. Widząc siebie w odbiciach kryształowych ścian najpierw zastygły, potem się roześmiały, a na koniec zaczęły krzyczeć jedna przez drugą, że za żadne skarby nie chcą tak wyglądać. Oczywiście na niewiele im się to zdało. Babcia chyba o tym jednym nie pomyślała.

Pod koniec poczułam w swojej zaciśniętej dłoni jakiś przedmiot. Kiedy zobaczyłam, co to jest, oniemiałam. Miałam w dłoni swoją różową gwiazdę, ostatnią broszkę przemiany. Zauważyły to Hotaru i Puu. Były przerażone. Kiedy się wahałam co robić podszedł do mnie Helios. Jego mina również nie wróżyła nic dobrego...

poniedziałek, 7 października 2013

– 1 –

    Hej, mam na imię Ariana. Mam 13 lat i dwójkę, a właściwie trójkę rodzeństwa. Mój starszy brat ma na imię Shinji i właściwie jest moim przyrodnim bratem. Ma 15 lat i innego ojca, którego, gdyby nie blond włosy (ciekawe po kim, skoro i mama i jego ojciec mają ciemne), można by uznać za idealną kopię swojego ojca. Moje siostry to pięcioletnia Ayumi, oraz Gaia, która ma 10 lat i właściwie jest siostrą (też przyrodnią) Shina. Wiem, trochę to zagmatwane, jak i cała historia, którą tu opowiem. W poprzednim wcieleniu nazywałam się Usagi. Wbrew temu, jak teraz wyglądam nie byłam TĄ Usagi. Mnie zwali Chibiusa lub Mała Dama. Niestety, moja babcia postanowiła sprawić, że jej córka, Serenity będzie szczęśliwsza. Fakt, w związku z moim ówczesnym ojcem niespecjalnie była. Na szczęście byłam ja, jej ukochana córka, która, kiedy dorosła wyszła za mąż. Jej wybrankiem była jej pierwsza miłość, niestety zakazana. Jak słusznie się domyślacie, był to Helios. Skutkiem tego były nieporozumienia i niesnaski pomiędzy parą królewską (tak, tą idealną od wieków parą). W końcu Endymion odszedł do innej, a mama wpadła w depresję. Kryształowe Tokio Było nieustannie atakowane i chyliło się ku niechybnemu upadkowi. Wtedy Setsuna wezwała moją babcię, Serenity i ona postanowiła to zmienić. Stworzyła wtedy moją mamę, Selene, siostrę Serenity, którą postanowiła wydać za mąż za... Diamanda. Wojowniczki z Merkurego, Marsa, Jowisza i Wenus dostały mężów, którymi okazali się... generałowie, każda z nich urodziła także trójkę dzieci: chłopca, i bliźniaczki. Usagi z kolei wyszła za mąż za Seiyę (babcia pomyślała o wszystkim i Trzy Gwiazdy stały się cudownym sposobem mężczyznami i wojownikami) i urodziła Nozomi (wcześniej zwaną Chibi Chibi). Dalej jest Wojowniczką z Księżyca i księżniczką. Na tronie zaś siedzi moja mama. Co do Endymiona,to nie wszystko potoczyło się tak, jak chciała babcia. Shin i Gaia są właśnie jego dziećmi. Niestety, cechy charakteru, które spowodowały depresję Serenity w poprzednim wcieleniu całkowicie zdominowały jego teraźniejszość. Kiedy dowiedział się, że mama jest w ciąży z Shinem po prostu ją zostawił. Gaię z kolei po śmierci jej mamy porzucił w pałacowym parku i ślad po nim zaginął. Chyba na szczęście. Rodzice postanowili przygarnąć Gaię, w końcu Shinji jest jej bratem. Ie powiem, że byliśmy tym pomysłem zachwyceni, jednak okazało się, że Gaia jest osobą, która zawsze wysłucha i niekoniecznie rozpowie to innym. Jeżeli chodzi zaś o moją babcię, to nie zmaterializowała się. Ustanowiła jednak mnie, Ayumi i Nozomi trzema promykami. Więc jestem księżniczką, lecz już nie wojowniczką. Te promyki to: ja, czyli Arianwen (jak ja nie lubię pełnej wersji mojego imienia) czyli promyk wiary, Ayumi to promyk miłości, a Nozomi to, a jakże by inaczej, promyk nadziei. Kiedy to stało się jasne ciocia Sere postanowiła przekazać opiekę nad Nozomi mamie, że niby promyków nie należy rozdzielać. Bzdura, ona po prostu chciała z Seiyą jeździć po świecie i nie mieć przy sobie tego rudego rozpieszczonego dzieciaka. Wracając do pozostałych Gwiazd, to wujek Taiki poślubił... księżniczkę Kakyu. Nie mają dzieci. Z kolei wujek Yaten ożenił się z Helią, władczynią słońca. Mają syna – Heliosa. Nie jest on już strażnikiem Elizjonu, więc nie ma przeszkód w tym, żebyśmy się spotykali, co zresztą robimy. Jest jeszcze dużo do opowiadania ale zostawię to na inną okazję.